Dylematy początkującego rękodzielnika cz. 1

Miało być o ślubnych klipsach, ale z przyczyn technicznych ten wpis muszę przełożyć na później. Klipsy powędrowały do właścicielki, a ja zapomniałam zrobić im zdjęć… brawo ja :P. Zamiast tego postanowiłam podzielić się z Wami pewnymi kwestiami, z którymi musiałam się zmierzyć niedługo po tym, jak postanowiłam zająć się rękodziełem na poważnie. Materiału wyszło trochę za dużo jak na jeden wpis, więc podzieliłam go na dwie części. Niektóre pytania zadałam sobie zbyt późno, inne pewnie już zawsze będą się za mną ciągnęły. Może ktoś skorzysta z moich przemyśleń? 😉

Dlaczego chcę to robić?

Inaczej: Po co to? I nie chodzi mi o uczucie, kiedy po pół godzinie nitka dalej nie chce się rozplątać. Myślę, że to pytanie jest uniwersalne i dotyczy nie tylko rękodzieła. Powinien je sobie zadać każdy, kto decyduje się rozpocząć cokolwiek (z własnej woli :P). Zwłaszcza jeśli nowe hobby wymaga poświęcenia sporej ilości czasu oraz funduszy na materiały (o tym poniżej). Określenie co nas motywuje pomoże w przyszłości, jeśli na przykład dopadnie nas kryzys twórczy. Osobiście uważam, że osoba, która myśli wyłącznie o zarobku lub zrezygnuje po pierwszym niepowodzeniu nie powinna w ogóle zaczynać. Ja praktycznie od dziecka zajmowałam się czymś „twórczym”. Przeważnie mam w głowie więcej pomysłów niż czasu na ich realizację. Sama możliwość wykonania czegoś ładnego, co potem można nosić motywuje mnie do działania.

Którą technikę wybrać?

Możliwości wykonywania nawet prostej biżuterii jest tak wiele, że trudno zdecydować od czego zacząć. Po opanowaniu podstaw zaczęłam przeglądać internet i odkryłam mnóstwo wzorów i tutoriali. Gdy tylko widzę coś nowego od razu mam ochotę spróbować, ale już dawno doszłam do wniosku, że nie da rady być dobrym we wszystkim. Lepiej wybrać parę technik, w których będziemy się rozwijać. Zawsze można zrobić lepiej, równiej, użyć innych materiałów czy też wykonywać coraz bardziej skomplikowane prace.  U mnie na razie dominuje beading, ale ciągnie mnie do haftu koralikowego i mam zamiar niedługo się go nauczyć (już nawet zakupiłam potrzebne materiały).

Co kupić? (I jak nie wydać wszystkich pieniędzy?)

Odwieczny problem pojawiający się zaraz po wejściu do sklepu z koralikami. Urasta do niebotycznych rozmiarów, kiedy otwieram stronę sklepu internetowego. Potrafię spędzić cały wieczór na przeglądaniu oferty. Trochę tak jak przy technikach chciałoby się mieć wszystko, no dobrze prawie wszystko. Przecież nigdy nie wiadomo kiedy dany kolor czy kształt koralika okaże się potrzebny. A wszystkie są przecudne. Jeszcze dochodzą do tego różne ozdobniki, zapięcia, akcesoria i inne niezwykle-przydatne-rzeczy. Mam wrażenie, że kolekcjonowanie półfabrykatów staje się osobnym hobby. Po podliczeniu koszyka do świadomości brutalnie dociera fakt, że trzeba jeszcze zapłacić rachunki, kupić jedzenie i ogółem nie samymi koralikami człowiek żyje. No więc spędzam kolejną godzinę na zastanawianiu się co tak naprawdę będzie mi potrzebne, a co może poczekać. Niedawno narzuciłam sobie limit cenowy na dany miesiąc. Jeśli osiągnę pewną kwotę, wstrzymuję się z zakupami do kolejnego miesiąca.

Co zrobić z niefortunnym zakupem?

W sumie to nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie. Zanim poszłam po rozum do głowy, moje początkowe zakupy były trochę na czuja i spontaniczne. Koraliki kupione dwa lata temu mam do dziś, bo stwierdziłam, że będę mieć jak najwięcej kolorów. Nie używam ich obecnie w takiej ilości jak kiedyś, więc pewnie zajmie mi kolejny rok zanim się skończą. Czasem kupowałam materiały, które mi się podobały, mimo że nie miałam pojęcia jak je wykorzystam. Czekają aż znajdę na nie pomysł. Albo zamiast wziąć jedną sztukę na próbę zaopatrywałam się w kilka. Tak jest z zapięciami typu toggle. które zupełnie mi nie odpowiadają. Największą grupę stanowią półfabrykaty, które po prostu były tanie. Mam kilkadziesiąt par bigli otwartych w jednym worku, które są tak kiepskiej jakości, że nie mam serca umieszczać ich w pracach. W dodatku okazało się, że wolę te angielskie. Trochę takich niepotrzebnych rzeczy zalega w pudełku… Obecnie po prostu staram się rozważniej robić zakupy.