Biżuteria, Naszyjniki i wisiory

Anclado. Supełkowy naszyjnik.

Dzisiejszy poranek przywitał mnie deszczem i przede wszystkim znośną temperaturą. O wiele łatwiej jest myśleć nad pisaniem, gdy termometr nie wskazuje powyżej trzydziestu stopni… Ostatnio walcząc z upałem wykorzystałam sposób, o którym dowiedziałam się w pierwszej pracy w aptece. Zakleiłam okna w mieszkaniu (wszystkie od południa) kocami termicznymi. Zostawiłam tylko szpary na dole, żeby roślinki miały światło. Folia odbija ciepło i mieszkanie się tak bardzo nie nagrzewa, z drugiej strony jest w nim ciemno nawet w dzień. Nic nie jest doskonałe 😉

Dawno na blogu nie było biżuterii, co nie znaczy, że nic w tym temacie nie robiłam. Systematycznie po trochu powstawał supełkowy naszyjnik. Miałam kilka sznurów drobnych kamieni i pomyślałam, że to dobra okazja by poćwiczyć supełkowanie. I cóż… będę musiała zrobić jeszcze jeden, bo w tym zdarzyło się kilka błędów, szczególnie na początku. Za to już teraz mogę powiedzieć, że technika ta jest niezwykle wciągająca, praca powstaje całkiem szybko, a po jakimś czasie można pleść oglądając serial 😉

Użyłam 2 mm fasetowanych labradorytów, które tak pięknie się mienią, że przyciągają uwagę mimo niepozornych rozmiarów oraz 4 mm fasetowanych oponek lapis lazuli. Pomiędzy nimi umieściłam sekwencje z pasujących kolorami koralików firepolisch i toho. Jako nośnik służy niebieska nić do supełkowania firmy Griffin. Można ją kupić razem z igłą do nawlekania na jednym z końców, co bardzo ułatwia pracę.

Naszyjnik nie posiada zapięcia, na jednym z końców znajduje się ogniwko sprężynka, a na drugim zawieszka w kształcie kotwicy. Ogniwko nie przechodzi przez kotwicę, więc ozdoba nie jest w stanie spaść z szyi. Takie rozwiązanie pozwala również na regulację długości.

Zastanawiałam się, co pierwsze się skończy: nić czy kamienie… Okazało się, że niczego nie zabrakło i nawet trochę zostało 😉 Naszyjnik ma aż 82 cm. długości (miał być krótszy, ale się zgapiłam 😛 ) i składa się ze 135 labradorytów, 75 lapis lazuli, dwóch sekwencji z pięciu koralików toho na końcach oraz sześciu sekwencji z sześciu koralików toho i pięciu koralików firepolish.

Po raz kolejny miałam wyzwanie ze zdjęciami. Ciężko było złapać całość w kadrze, a także ułożyć tak, żeby jakoś wyglądała. Mam nadzieję, że sprostałam zadaniu. Marynarski akcent w postaci kotwicy, a także dominujące niebieskie odcienie sprawiają, że ta praca kojarzy mi się z wakacjami i pobytem nad morzem.

Pora ruszać do pracy na popołudniową zmianę, tym razem nie ugotuję się w autobusie. Trzymajcie się i do następnego wpisu! 🙂