Z życia rękodzielnika

Dylematy początkującego rękodzielnika cz. 2 

Zapraszam na drugą część pytań, które pojawiły się krótko po tym, jak postanowiłam zająć się rękodziełem na poważnie. Dla tych, którzy nie czytali pierwszej części, jest ona pod tym linkiem.

Jak zorganizować przestrzeń do pracy?

Miejsce na pracownię to jedna z najpotrzebniejszych rzeczy dla rękodzielnika. Mało kto może sobie pozwolić na osobny pokój, w którym mógłby się odciąć od świata i zamknąć go, żeby nikt nie zniszczył rozpoczętej pracy. Dobrze mieć biurko, stolik, sekretarzyk służący tylko oddawaniu się pasji. No i dodatkowo coś do przechowywania mnóstwa koralików, półfabrykatów i innych przydasi, których ilość z miesiąca na miesiąc wzrasta. Nie mam obecnie tego komfortu. Mieszkamy z Mężem w kawalerce, gdzie ciężko nam się pomieścić. I jest tylko jeden stół. W dodatku ta część stołu, przy której robótkuję służy nam jako „jadalnia” (swoją drogą jest to najczęściej myta powierzchnia w domu ;P). Nauczyłam się mieścić na ograniczonej powierzchni. Mam podręczne pudełko w którym trzymam aktualnie używane materiały, ewentualnie wykorzystuję krzesła żeby się rozłożyć. Ciągłe chowanie i rozkładanie bywa męczące, więc czasem zostawiam robótkę na brzegu przy ścianie. Wszystkie materiały trzymam w pudełkach pod stołem, obok krzesła, na którym siedzę. Żeby coś wyciągnąć trzeba niestety się schylić. Kiedyś trzymałam materiały w szafie, ale nie chciało mi się ich wyciągać i przez to zawiesiłam tworzenie na kilka miesięcy. Oczywiście najczęściej potrzebuję tego, co jest na samym dnie i od razu robi się bałagan… W nowym lokum osobna przestrzeń na pracownię obowiązkowo musi być!

Jak znaleźć czas?

Drugie trudne zadanie, podobnie jak wydzielenie osobnego miejsca. Wymaga doskonałej organizacji, żeby przy pracy na pełen etat, domowych obowiązkach i życiu towarzyskim mieć jeszcze czas na hobby. Ano tak, jeszcze prowadzenie bloga. Zrobienie nowego wpisu zajmuje mi w sumie 3-5 godzin (razem ze zrobieniem i obróbką zdjęć). Wtedy poświęcam mu cały wolny czas. Kiedyś miałam wiecznie wrażenie, że doba jest za krótka. Teraz uważam, że po prostu trzeba dobrze zorganizować sobie dzień. Nie wolno też zapominać o odpoczynku. Odkryłam, że dzierganie późnym wieczorem czy w nocy nie ma najmniejszego sensu. Człowiek jest zmęczony, oczy się kleją i ciężko jest myśleć nad dalszym etapem pracy. Nawet nie sprawia mi to przyjemności. Sztuki organizacji czasu jeszcze całkiem nie opanowałam, ale staram się jak mogę. Pracuję na dwie zmiany i jak mam na popołudnie część poranka poświęcam na robótkowanie (nie jestem zmęczona całym dniem i o wiele lepiej mi idzie). Często jak jadę pociągiem wyciągam wcześniej przygotowane podręczne pudełko z koralikami i wyplatam. Nie można zmarnować żadnej chwili 😉 .

Co zrobić ze źle wykonaną pracą?

Pierwsze próby z nową techniką rzadko są idealne. Nie mamy wprawy i nie wiemy jak unikać błędów (niektóre błędy muszę najpierw popełnić, żeby opracować sposób ich unikania). Potem robimy drugą taką samą lub podobną pracę. Mamy już doświadczenie, więc jest ładniej i dokładniej zrobiona. Taką sytuację miałam przy oplatanych kolczykach. Jest opisana jest w poprzednim wpisie. Moje pierwsze biżuteryjne próby w ogóle mi się teraz nie podobają . Leżą w kuferku, zapomniane i nigdy nie wyciąganie. Nie chcę ich nosić, bo mam nowsze, ładniejsze. Właściwie powinnam je rozplątać i zrobić na nowo, ale szkoda czasu, jaki w nie włożyłam. Poza tym w kolejce czekają inne projekty i nie chce mi się wracać do starych. Może zostawię je, żeby w przyszłości mieć z czym porównywać nowsze prace i zobaczyć jakie zrobiłam postępy? Tak na marginesie dopiero po około dziesięciu latach malowania moje obrazy zaczęły mi się podobać 😛 .

Czy pokazać swoje prace w internecie?

Długo się wahałam czy zakładać bloga. Z jednej strony jak się coś wytworzyło, ma się ochotę, żeby pokazać to szerszej publiczności. Nie tylko rodzinie i znajomym, którzy zawsze (no, prawie zawsze) powiedzą, że twoja praca im się podoba. I którzy przeważnie nie mają pojęcia o rękodziele. Nie wiedzą też jak praca w danej technice powinna wyglądać, więc ciężko uzyskać u nich jakąś merytoryczną opinię. Z drugiej strony jak widzę piękne prace innych dziewczyn, myślę, że dopiero za parę lat dojdę do ich poziomu. Nie ma sensu wyskakiwać ze swoimi koślawymi próbami… Jest też obawa, że owoce naszej twórczości zaginą w morzu innych, którymi przeładowany jest internet. Pomyślałam jednak, że nie zawsze mam swoje dzieła przy sobie, a na pewno nie wszystkie. Jak opowiadam komuś czym się zajmuję w wolnym czasie i jest zainteresowany o wiele łatwiej dać mu adres strony internetowej niż pokazywać kilka kiepskich zdjęć z telefonu. Jeszcze jednym plusem bloga jest to, że wymusza systematyczną pracę. Przecież trzeba coś tworzyć, żeby potem mieć o czym pisać ;). W podjęciu tej decyzji pomogła mi też przerwa w pracy (chociaż wolałabym pracy nie tracić). Na szczęście trwała tylko miesiąc. Miałam wtedy więcej czasu, żeby wszystko „ustawić”. Po blogu przyszedł czas na fanpage. Musiałam pogodzić się z Facebookiem, bo przez dwa lata prawie z niego nie korzystałam… Jest to dobra opcja żeby informować o nowych wpisach, czasem też dodam coś „ekstra”. Myślę nad umieszczaniem tam zdjęć prac, o których nie opłaca się robić wpisu na blogu (bo za bardzo nie ma o czym pisać). Obecnie prowadzę także Instagrama, jestem pod nazwą _karikori_. Przy okazji zapraszam do obserwowania 🙂 . Dzielę się tam na bieżąco tym, co robię, albo co zwróciło moją uwagę. Prostota i łatwość korzystania z tej aplikacji sprawiła, że wciągnęła mnie na dobre i zabiera mi najwięcej czasu.