Kolczyki

Kolczyki bolesławieckie

Kolejna z początkowych moich prac. Przygotowując ten wpis zaczęłam się zastanawiać czy w ogóle chcę pokazywać te kolczyki. Jak widać zostały zamieszczone i to z kilku powodów:

  • Skoro o nich pomyślałam, a intuicja rzadko mnie zawodzi, to lepiej jej posłuchać.
  • Właściwie już takich nie robię, bo wolę drobne koraliki. Czasem jakaś praca ginie na dnie biżuteryjnego kuferka i zapominam, że w ogóle istnieje (ach ta skleroza…), więc dobrze by było umieścić je na blogu. Przecież ma być między innymi moim handmade’owym (istnieje takie słowo?) pamiętnikiem.
  • Od czasu do czasu je noszę
  • Mam do nich sentyment.

Ostatni punkt trzeba by było rozwinąć, ale najpierw pokażę kolczyki.

Ich głównym elementem są okrągłe koraliki, które kupiłam na stoisku z bolesławiecką ceramiką. Przez rok mieszkałam oraz pracowałam w Bolesławcu i byłam zachwycona, że mogę zrobić biżuterię z jakimś charakterystycznym dla tego miasta elementem. Byłam tak podekscytowana, że nie zauważyłam iż niektóre koraliki są krzywo przewiercone i kolczyki nie mają szans być proste.

Ratusz w Bolesławcu

Polecam odwiedzenie tego miejsca, nawet na krótko. Szczególnie podczas Święta Ceramiki, które odbywa się w drugiej połowie sierpnia. Można też zajrzeć do miejscowych sklepów usytuowanych tuż przy zakładach ceramicznych. Wybór jest tam ogromny, ciężko jest wyjść niczego nie kupując ;).

Wróćmy do kolczyków. Generalnie nie polecam wykonywania tego rodzaju biżuterii z ceramicznych koralików, ponieważ są dość ciężkie. Te moje są tak na granicy, jeszcze daję radę je nosić. Gdyby w jednym kolczyku były np. dwie duże ceramiczne kulki pewnie ważyłyby już za dużo.

Technika ich wykonania jest prosta, trzeba nawlec koraliki na metalową szpilkę. Poprzedzielałam je przekładkami – zasłoniły one duże otwory w koralikach i sprawiły, że całość ładniej wygląda. Przy nauce korzystałam z książki „Biżuteria z koralików” autorstwa Juju Vail. Schody zaczynają się przy szczegółach, zwłaszcza wykonywaniu pętelki na końcu drutu tzw. loopa. Jak widać potrzebuję jeszcze trochę wprawy.

Podczas fotografowania starałam się jakoś urozmaicić zdjęcia. W końcu zrezygnowałam z białego tła i powiesiłam kolczyki na drzwiach od szafy. Okazało się to dobrym posunięciem, uważam te zdjęcia za najlepsze. Nie wymagały też specjalnie poprawiania, więc są najbardziej naturalne. Następnym razem ruszam w plener.

Życzę wszystkim udanego i słonecznego majowego weekendu :).

  • Pingback: Trójkątny wisior – Karikori()

  • Basia Suwald

    Dziękuję za to że wspomniałaś o moim rodzinnym mieście 🙂 Blog zapowiada się bardzo dobrze, życzę powodzenia – pozdrawiam 🙂

    • Karikori

      Dziękuję 🙂