Akcesoria domowe, Szydełko

Koszyki ze sznurka bawełnianego.

Witajcie 🙂 Dziś przedstawiam wykonane na szydełku koszyki, które powstały z pilnej potrzeby. W naszym mieszkaniu salon pełni jednocześnie funkcję sypialni i na stole zaczęło pojawiać się coraz więcej przedmiotów takich jak książki, leki czy krem do rąk, jednym słowem mały rozgardiasz. Mogłabym oczywiście schować to wszystko do szafy. Jednak pewne rzeczy lubię mieć pod ręką. Zwłaszcza leki, bo gdy ich nie mam przed oczami często zapominam o zażyciu… Wpadłam na pomysł wykonania koszyków ze sznurka bawełnianego, do których wrzuciłabym te wszystkie szpargały i schowała je pod stołem.

Materiały zakupiłam w sklepie Mila Druciarnia. Bazy ze sklejki i duuużo sznurka bawełnianego 5 mm w odcieniach jasny beż i mokka. Wystarczy na jeszcze kilka projektów, a uniwersalna kolorystyka sprawia, że będą pasować do wnętrza, nawet jeśli się przeprowadzimy 😉

W paczce znalazłam też gratis – beżowy sznurek z wplecioną połyskującą, złotą nicią 🙂 Co prawda jest grubości 3 mm, ale udało mi się wpleść po jednym rządku w każdym koszyku, na granicy dwóch pozostałych kolorów.

Pierwszy raz miałam styczność ze sznurkiem bawełnianym, więc na początku zdziwiłam się, że trzeba było użyć większej siły przy przeciąganiu go przez oczka niż przy zwykłej włóczce. Po jednym, dwóch rządkach nadgarstek zaczynał protestować. Gdy ręka się przyzwyczaiła praca stała się przyjemnością. A może to moje mięśnie się wzmocniły?

Koszyki zrobiłam z uszkami, chociaż wcale nie musiałam, bo są dość małe i nie byłoby problemu trzymać je od spodu. Myślę, że tak wyglądają przyjemniej i bardziej „domowo”. Dodatkowym małym akcentem są etykietki z napisem handmade.

Sznurek bawełniany świetnie trzyma kształt, nawet jeśli włożę do koszyków ciężkie rzeczy, takie jak książki. Idealnie spełniają swoją rolę, na stole jest większy porządek, a ja mam wszystko pod ręką 🙂 Tak wyglądają w środowisku naturalnym:

Może na zdjęciach tego nie widać, ale jest kilka mankamentów w tych robótkach. W pierwszym koszyku jeszcze nieumiejętnie pochowałam końcówki. Muszę też poćwiczyć zmiany kolorów, żeby te miejsca były mniej widoczne. W pracach na własny użytek można sobie pozwolić na niedociągnięcia 😉

Po deszczowym tygodniu nareszcie wyszło słońce i mogłam wyjść na długi spacer. I nawet fakt, że strasznie się zgrzałam w południowym słońcu mi nie przeszkadzał. Trzymajcie się i zbierajcie okruchy lata, nawet jeśli tak jak ja nie macie co liczyć na urlop w czasie letnich miesięcy. Do następnego wpisu! 🙂