Biżuteria, Bransoletki, Z życia rękodzielnika

Nordic 1. Bransoletka na krośnie.

Ojj, coś nie mogłam zacząć pracy nad tym wpisem. Najpierw zajmowałam się pewnym uroczym ptaszkiem, a raczej jego kolorami…

na razie cii, o tym będę mogła napisać później 😉

Potem zobaczyłam, że kończą mi się naklejki do plannera, a w sklepie, gdzie ostatnio je kupiłam już ich nie było. Zaczęłam długie poszukiwania w internecie (jestem strasznie wybredna) i przy okazji natrafiłam na artykuły o bullet journal. Kartki w kropki nie były mi obce, ponieważ do każdego miesiąca musiałam dorabiać stronę typowo blogową, jednak teraz postanowiłam zgłębić temat. Nim się obejrzałam minęło pół dnia, a ja czułam się wręcz przytłoczona ilością pomysłów na planowanie. Myślę, że powoli będę przerzucać się na ten system, bo żaden gotowy wkład nie spełnia całkowicie moich oczekiwań (mówiłam już, że jestem wybredna?) .
Zainteresowanym polecam wpis na blogu Agaty się rysuje. W przystępny sposób wyjaśnia podstawy.

Słońce wpada przez okno, ptaszki ćwierkają, zimowy płaszcz przestaje być potrzebny. Można zapomnieć, że luty jeszcze trwa, gdy w powietrzu czuć wiosnę. Zgodnie z miesiącem, ale nie z pogodą przychodzę z typowo zimową pracą.

Bransoletka nazywa się Nordic, ponieważ korzystałam z norweskiego wzoru do haftu krzyżykowego. Jest to świetny sposób na znalezienie inspiracji do bransoletek na krośnie. Przeszkodą jest często wielkość wzoru. W tym przypadku był zbyt długi i musiałam nieco go przerobić.

Następnym razem muszę pamiętać o sfotografowaniu całości przed zrobieniem zapięcia…

Jako osnowy użyłam grubych nici S-Lon. Dzięki temu rzędy równo się układają, a oryginalny wzór nie uległ wydłużeniu (koraliki Toho Treasures nie są idealnie kwadratowe).

Niestety schowanie końcówek było niemożliwe i musiałam przyszyć je do boków bransoletki, a zapięcie wykonać z dwóch wiązek kilkunastu nitek. Nie wygląda to źle, ale nie jestem do końca przekonana. Trzeba wymyślić inny sposób 😉

Na końcach wykonałam niby-chwosty, które ozdobiłam koralikami.

Muszę przyznać, że krosno wciągnęło mnie bardziej od ściegu peyote. Czuję, że na dobre zagości w moim warsztacie. Łatwiej zaprojektować wzór, gdy koraliki tworzą równe rzędy, a nie zachodzą na siebie w połowie długości.

Korzystajcie z ciepłej aury, bo kto wie, może zima jeszcze wróci… Do następnego wpisu! 🙂