Planowanie, Z życia rękodzielnika

Nowy rok, nowe możliwości. Planowanie rękodzielnika cz. 2

Na początku z okazji pierwszego postu w 2020 roku życzę Wam, żeby był pełen wartych zapamiętania chwil, życzliwych ludzi w najbliższym otoczeniu, duuużo zdrowia i dłuuuższej doby, żeby móc zrealizować każdy twórczy pomysł. Gdyby jednak czas nadal uparcie nie chciał się rozciągnąć zapraszam na drugą część cyklu o planowaniu. W pierwszej opowiadałam o moich różnych kalendarzowych próbach, które doprowadziły do prowadzenia bullet journala. W kolejnych na własnym przykładzie przekażę garść wskazówek, które pomogą w osiągnięciu rękodzielniczych (i nie tylko) celów 😉

Zgodnie z zasadą „od ogółu do szczegółu” zacznę od planu na cały rok. Przyznam, że pierwszy raz zrobiłam coś więcej niż tylko w dużej mierze życzeniowe wypisanie co bym chciała zrobić/osiągnąć/zmienić. Tamte próby przeważnie kończyły się fiaskiem aż w końcu całkowicie zrezygnowałam z noworocznych postanowień. Tym razem poświęciłam im dużo więcej uwagi i czuję, że dzięki temu jestem bliższa ich realizacji.

W międzyczasie do mojego organizera od Miss Planner (format A6) dołączył większy segregator (format A5), a raczej cały zestaw ze sklepu Pani Swojego Czasu. Mały format można zabrać wszędzie ze sobą i dla mnie jest idealny do codziennego planowania, ale do większych rozpisek (planowanie blogowych postów) czy tworzenia wszelakich list (wzory do wypróbowania) lepiej mieć więcej przestrzeni do pisania. Segregator, a także dołączone do niego przekładki i naklejki mają piękny dżunglowy design, wkład w kropki jest ze świetnej jakości papieru, no i był w promocji 😉

Zdjęcia nie są tak jasne jak bym chciała, ale przy wiecznie pochmurnych dniach lepszych nie będzie…

Ponieważ nie miałam w zeszłym roku żadnych postanowień, podsumowywanie go wydawało mi się bez sensu. Przekonał mnie grudniowy webinar u wspomnianej już Pani Swojego Czasu czyli Oli Budzyńskiej. Celów ogólnych nie miałam, więc przewertowałam miesięczne listy zadań, przy okazji przypomniałam sobie co się w ciągu roku wydarzyło. Na początku wypisałam wszystko, co udało mi się zrealizować, planowanego czy też nie (poprzedni rok był pełen nieplanowanych zdarzeń). Wyszło tego naprawdę sporo, nawet nie byłam świadoma, że tyle zrobiłam… To sprawiło, że byłam z siebie dumna i zmotywowana do dalszego działania.

Tak podbudowana przeszłam do tej mniej przyjemnej części, czyli spraw, które w jakimś stopniu zawaliłam, mimo że były dla mnie ważne. Ale zamiast się biczować zadałam sobie pytanie dlaczego danego zadania nie udało się zrealizować. Niektóre powody były niezależne ode mnie, w jednym z punktów napisałam wprost „to nie dla mnie”, czyli z czystym sumieniem temat odpuszczam 😉 Weźmy za przykład pisanie ikon. Na blogu jeszcze się do tego nie przyznałam, ale cztery lata temu uczestniczyłam w warsztatach, na których zaczęłam pisać ikonę i to jest jedyna, jaką ukończyłam. Dwie kolejne są zaczęte, od czasu do czasu postanawiam, że do nich wrócę i… nic.

Dlaczego? Pisanie ikony to proces długi i wieloetapowy, który wymaga teoretycznej wiedzy i praktyki. W nowym mieszkaniu nie mam miejsca, żeby rozłożyć się z materiałami i żeby obraz mógł spokojnie leżeć i schnąć. Warsztaty już się nie odbywają, zresztą miałabym teraz problem z dojazdem na nie. Dlatego brakuje mi kogoś, kto by nadzorował moją pracę (ale kupiłam podręcznik, więc jakiś krok został już wykonany). Tradycyjne medium do farby robi się na bazie żółtka jaja, jego czas ważności to około tydzień. Najlepiej by było po wykonaniu porcji pisać przez kilka dni z rzędu po 3-4 godziny. Wygospodarowanie odpowiedniej ilości czasu przy etatowej pracy i innych obowiązkach będzie dla mnie największym wyzwaniem.

Teraz widzę, że podsumowanie było świetnym punktem wyjścia. Kolejną stronę poświęciłam na małą burzę mózgów jak miałby wyglądać mój 2020 rok. Co bym chciała rozpocząć, a jakie działania i nawyki kontynuować (na przykład małżeńskie randki). Wybrałam najważniejsze sprawy i podzieliłam je na sześć obszarów: Duchowe, Relacje, Zdrowie, Rozwój, Odpoczynek i Hobby. Na zdjęciu ramki jeszcze nie są do końca uzupełnione, teraz w każdej z nich mam trzy cele. Rękodzieło oczywiście znalazło swoje miejsce w tej ostatniej, cel związany z blogiem wskoczył do kategorii Rozwój. Jeśli zrealizuję chociaż po jednym z każdej części będę miała pewność, że dbam o każdą z ważnych sfer mojego życia 🙂

Następnie wszystkie cele rozpisałam na mniejsze kroki. Takie, które potem będę mogła wrzucić na miesięczne i tygodniowe listy zadań. Nie z każdym dało się tak zrobić, na przykład przy cotygodniowej dawce ruchu wystarczy, że umieszczę odpowiedni tracker w kolejnych miesięcznych rozpiskach. Wracając do przykładu z ikonami, w tym roku chciałabym napisać ikonę św. Pawła, a raczej ją dokończyć. Wiem, że zanim się za to zabiorę, będę musiała przygotować odpowiednie miejsce do pracy, odświeżyć i poszerzyć wiedzę na temat techniki oraz wyznaczyć kilkudniowe bloki, kiedy będę mogła zająć się wyłącznie pisaniem. W styczniu zaplanowałam przygotowanie miejsca i wszystko wskazuje na to, że będę musiała posprzątać i przeorganizować biurko, co będzie trudnym zadaniem…

Ostatnie strony to rzut oka na cały rok, przydaje się przy myśleniu bardziej do przodu niż kolejny miesiąc. Zainspirowało mnie zdjęcie z innego bullet journala, kiedy przeglądałam internet. Poziome kreski oddzielają od siebie tygodnie, taki widok jest dla mnie najbardziej przejrzysty. Różnymi kolorami zaznaczyłam święta i dni wolne, ważne daty rodzinne jak urodziny i imieniny, jest też zakreślony majowy wyjazd do Wiednia, na który nie mogę już się doczekać 🙂 Future log (miejsce do wpisania planów na miesiące, które nie są jeszcze rozrysowane) znajduje się w małym organizerze, ponieważ mam go zawsze przy sobie i mogę od razu zapisać np termin wizyty u lekarza. Takich wybiegających bardziej w przyszłość spraw zwykle nie mam zbyt wiele, więc spokojnie wystarcza układ trzech miesięcy na stronie. Jak widać na zdjęciu posiłkowałam się naklejkami, co bardzo przyspiesza tworzenie stron.

Gratuluję wszystkim, którzy dotarli do końca tego długiego wpisu. Mam nadzieję, że będzie dla Was przydatny, chociaż zapewne nie każdemu planowanie jest potrzebne. Mi ustalenie celów na 2020 rok pozwoliło sprecyzować na czym powinnam się najbardziej skupić, a co odpuścić. Należę do osób, którym kartka i długopis pomagają ubrać myśli w słowa i poukładać wszystkie pomysły.


W trzecim poście z tej serii pokażę Wam swoją miesięczną rozkładówkę. Trzymajcie się i do następnego wpisu! 🙂