Biżuteria, Broszki, Z życia rękodzielnika

Peagold. Broszka dla Eli

Witajcie po raz pierwszy w Nowym Roku 🙂 Właśnie po długim okresie oporu zaktualizowałam WordPressa do najnowszej wersji. Z tego co widzę nic się na szczęście nie posypało (kopia zapasowa bloga na wszelki wypadek jest zrobiona). Drugim powodem zwlekania jest całkowicie zmieniony edytor wpisów. Na razie się ze sobą oswajamy, więc dużych rewolucji nie będzie. Możliwe, że z czasem moje posty nieco się zmienią. Dużym plusem jest fakt, że od razu widzę wpis w takiej postaci, w jakiej Wy go zobaczycie po publikacji. Jest też więcej możliwości edycji

np. mogę wstawić tekst w innym kolorze i zmienić jego tło.

Pewnie już wcześniej było to możliwe, ale teraz to kwestia dwóch kliknięć 😉

Dość zachwytów, wracam do głównej bohaterki. Jest to kolejny świąteczny prezent i kolejna broszka. Zrobiłam ją dla mojej szwagierki, Eli. Nie byłam obecna przy rozpakowywaniu: przyjechałam do rodziców rano 2 dni przed wigilią, a tego samego dnia wieczorem mój brat z rodziną wyjeżdżali do jego teściów. Udało się pobyć z nimi chociaż te kilka godzin i podrzucić prezenty z zakazem otwierania przed 24 grudnia.

Forma i wykonanie są podobne do broszki Księżycowy Kwiat. Centralny element stanowi czeski szklany guzik z pięknym złotym rysunkiem pawia. Jakoś od razu wiedziałam, że to właśnie on do Eli trafi. Pozwoliłam mu narzucić kolorystykę całej reszcie, jest odważniejsza i bardziej kontrastowa niż w poprzedniej pracy.

Oprawiony guzik otoczony jest koralikami Firepolisch oraz Toho Demi Round. Jak to często bywa na to rozwiązanie wpadłam spontanicznie podczas szycia. I pewnie jeszcze do niego wrócę, ponieważ efekt niesamowicie mi się podoba.

Całość wykończyłam pikotkami cały czas pilnując, żeby złoto i czerwień występowały naprzemiennie. Zdecydowanie ozdoba ta pasuje do młodej, twórczej osoby. Przynajmniej takie jest moje zdanie 😉

Przeprowadzka staje się coraz bardziej realna. Idzie nam szybciej niż się spodziewałam. Próbuję zrobić przegląd naszych rzeczy, a trochę się tego nazbierało. Głównie takich „może kiedyś się przyda”, co się nigdy nie przydaje… Postanowiłam, że przewieziemy tylko to, co faktycznie potrzebujemy, więc muszę być bezlitosna.

Trzymajcie się ciepło i do następnego wpisu! 🙂