Inna twórczość

Powrót do decoupage, czyli świąteczne prezenty.

Zastanawiam się czy mamy zimę w tym roku. Z jednej strony mróz szczypie w policzki i zimny wiatr sprawia, że zapinam płaszcz niemal pod nos. Z drugiej ptaszki co rano radośnie świergoczą, a słońce zagląda do okien i świecąc w oczy przeszkadza w pisaniu. Nawet na bożonarodzeniowych prezentach zagościły wiosenne motywy.

Kłopoty miałam już na starcie, ponieważ ciężko było wymyślić co w tym roku wykonać. Były i prezenty szydełkowe i biżuteryjne (nie wszystkie znalazły się na blogu). Poza tym ostatnio nie mam weny do beadingu i na razie mam przerwę od koralików. Wtedy przypomniałam sobie, że kiedyś Mama wspominała o tym, że chciałaby dostać ozdobną tackę. Bingo! Pomyślałam, że dla szwagierek zrobię pudełka- miejsca na przechowywanie drobiazgów przydadzą się każdej kobiecie ;). Nauczona doświadczeniem zaczęłam robić prezenty dużo wcześniej, czyli pod koniec października. Wyszło prawie jak zawsze, znów pracowałam do ostatniej chwili, chociaż obyło się bez nerwowego wykańczania dzień przed Wigilią.

Kiedyś próbowałam swych sił w technice decoupage. Wielkiej miłości z tego związku nie było, jednak w szufladce miałam jeszcze materiały z tamtego okresu. Gdy je odkopałam okazało się, że werniks zestalił się w słoiczku, prawdopodobnie nie był szczelnie zakręcony. Ogrzewanie i wstrząsanie nic nie dało musiałam kupić nowy. Szkoda, bo poprzedni był prawie niezużyty… Długa przerwa objawiła się także brakiem wprawy podczas pracy, pudełka i tacka mają trochę niedociągnięć. Jednak ogólnie jestem zadowolona, najważniejsze, że prezenty spodobały się obdarowanym.

Tacka dla Mamy zabrała mi najwięcej czasu. Najpierw pomalowałam ją ciemnofioletową farbą, następnie po wyschnięciu przejechałam po kantach świeczką, żeby został na nich wosk. Potem pokryłam całość jasnym kolorem i przetarłam kanty drobnym papierem ściernym. W ten sposób wierzchnia warstwa farby została starta i ujawnił się kolor pod spodem. Przyszła pora na naklejanie fragmentów papieru ryżowego. Największy element nieco się pofalował (ten brak ćwiczeń…), na szczęście później udało mi się to zamaskować.

Czegoś brakowało, mimo przetarć całość była zbyt „gładka”. Dlatego pokryłam brzegi i wnętrza serduszek rozcieńczoną farbą oraz dodałam delikatne maziaje na wyklejonych powierzchniach. Dzięki temu tacka nabrała bardziej romantycznego charakteru.

Gdy tacka była prawie gotowa znalazłam zapomniany preparat do spękań. Było już za późno, żeby wykorzystać go w pierwszej pracy, ale mogłam użyć go do ozdobienia wieczek pudełek. Jest on jednoskładnikowy- wystarczy posmarować pierwszą warstwę farby, odczekać aż wyschnie i pomalować innym kolorem. Efekt pojawia się niemal natychmiast i zawsze z lekką fascynacją obserwuję jak spękania się tworzą. Na koniec dodałam pasujące kolorystycznie kwiaty (i motyla) wydarte z papieru ryżowego.

Boki pudełek powstały spontanicznie. Fioletowo-szare ozdobiłam szlaczkiem z kwadracików, natomiast beżowo-brązowe starałam się postarzyć delikatnie nakładając farbę. Przejechanie pędzlem po każdym zakamarku było nie lada wyzwaniem. Pudełka są także pomalowane w środku, jakoś nie wyobrażam sobie pozostawienia tam surowej powierzchni.

Na koniec bonusowe zdjęcie w trakcie tworzenia. Początkowo pracowałam na połowie stołu w salonie. Baardzo szybko materiały zajęły cały blat. Mężowi należy się medal za cierpliwość, dzielnie znosił cały ten rozgardiasz. 😉

Trzymajcie się i do następnego wpisu! 🙂