Biżuteria, Broszki

Shiny dragonfly. Broszka

Powiedziałam sobie, że już więcej nie wezmę udziału w konkursie Royal Stone, chyba że inspiracja do mnie przemówi. Tak się stało z ważką. Już wcześniej przyszło mi do głowy wyhaftowanie tego owada, jednak wylądował na liście pomysłów do zrealizowania w bliżej nieokreślonej przyszłości (każdy rękodzielnik wie, że ta lista nieustannie się wydłuża).

Duży wpływ miały też kolory inspiracji, jakoś zimne barwy bardziej do mnie przemawiają niż ciepłe. Co widać na blogu, który zdominowały niebieskości i inne morskie odcienie. Może w kolejnej pracy powinnam sięgnąć po czerwień lub pomarańcz, żeby to przełamać?

Wiedziałam od początku, że do haftu wykorzystam kryształki w okuciu, które otoczę koralikami Toho w różnych rozmiarach. Podczas przygotowań doszły jeszcze taśmy cyrkoniowe oraz bajorek. Tył podszyłam niebieskim welurem (niestety nie zrobiłam zdjęcia). Użyłam go pierwszy raz i nie byłam przekonana czy okaże się tak dobry jak ekoskóra, jednak pozytywnie mnie zaskoczył. No i w dodatku jest bardzo przyjemny w dotyku 🙂

Ład i porządek na początku…
… szybko zmienił się w twórczy chaos

Mimo, że zaczęłam szyć niemal od razu po ogłoszeniu inspiracji, skończyłam w ostatniej chwili, w wieczór przed terminem zgłoszeń. Następnego dnia wstałam o nieludzkiej porze, czyli o 5 rano, żeby zdążyć zrobić zdjęcia przy świetle dziennym (lampy fotograficznej jeszcze się nie dorobiłam) i wysłać maila na konkursowy adres. Nie spodziewałam się jakiejkolwiek wygranej, więc nie wiedziałam czy jest sens tak się spinać, jednak stwierdziłam, że skoro już zaczęłam, szkoda by było nie zgłosić broszki.

Tworzenie pod presją czasu jest zdecydowanie nie dla mnie, wystarczą mi stresy, które mam w pracy. Rękodzieło miało być odskocznią od codzienności, a nie źródłem dodatkowych nerwów. Chyba odpuszczę sobie biżuteryjne konkursy, wolę spokojnie tworzyć w swoim tempie. Rywalizację zostawię lepszym i bardziej doświadczonym.

Pierwszy raz od dłuższego czasu miałam więcej niż dwa dni wolnego. Z tego też powodu opóźniła się publikacja wpisu. Czuję się jak po urlopie (w wersji mini), mimo że nigdzie nie wyjechałam. Za to odwiedziła mnie rodzina, żeby świętować moje imieniny razem z urodzinami (są między nimi tylko 4 dni różnicy) stąd też pewnie to wakacyjne odczucie 😉

Trzymajcie się i do następnego wpisu! 🙂