Biżuteria, Kolczyki i klipsy, Z życia rękodzielnika

Tortoises

Ci, którzy obserwują mnie na facebooku lub instagramie wiedzą, że obecnie szydełkuję chustę virus. Przy okazji jej tworzenia zaczęłam stosować metodę małych kroków. Postanowiłam, że będę codziennie przynajmniej przez 15-20 minut dorabiać kolejne rządki (na obecnym etapie czasem jest to tylko pół rządka). Dzięki temu praca, nawet jeśli w ślimaczym tempie, cały czas posuwa się do przodu 😉 Myślałam, że to o niej będzie kolejny wpis, ale jak to w życiu bywa plany się zmieniły.

W zeszłym tygodniu zaliczyłam rękodzielniczy „skok w bok”. Zgubiłam saszetkę z kolczykami, które miałam ze sobą na wyjeździe i od tamtej pory nie mogę ich znaleźć. Jedne z nich dostałam w prezencie, więc jest to dla mnie szczególna strata… Te zrobione przez siebie będę mogła zawsze wykonać jeszcze raz. Na dodatek mocno uszczuplił się zbiór biżuterii, którą mogłabym założyć do pracy.

Przypomniałam sobie, że na blogu Pasartu widziałam nie za duże kolczyki, które wyglądały na łatwe i szybkie w wykonaniu. Miałam większość potrzebnych materiałów, brakujące domówiłam (i parę innych rzeczy przy okazji). Faktycznie na wykonanie wystarczała godzinka, a sam wzór okazał się niezwykle wciągający. Z każdą ukończoną parą przychodziły mi do głowy kolejne wersje kolorystyczne. Nie wszystkie wykorzystałam, po kilku dniach dopadły mnie wyrzuty sumienia i ze skruchą wróciłam do szydełkowania.

Zastanawiałam się czy nadawać kolczykom nazwę, ponieważ wykonałam je według tutorialu, którego nie jestem autorką. Z drugiej strony „Kolczyki z kryształków rivoli, koralików Nib-bit i Ginko” nie jest zbyt oryginalnym tytułem wpisu… Mąż powiedział, że wyglądają jak skorupa żółwia i także tym razem Jego skojarzenie było dla mnie punktem wyjścia przy wymyślaniu nazwy.

Jedyną zmianą we wzorze jest druga strona kolczyków. Nie potrafiłam zostawić jej bez przykrycia tyłu kryształka koralikami. Mimo, że siedział mocno w oplocie miałam wrażenie, że przy noszeniu mógłby się obrócić i wypaść. Poza tym to zawsze dodatkowa ochrona przed ścieraniem się metalicznej powłoczki.

Na koniec zdjęcie całej rodzinki 😉 A teraz proszę o wirtualnego motywacyjnego kopa, bo naprawdę chciałabym skończyć chustę jeszcze w tym miesiącu, a już haft koralikowy coraz bardziej zaprząta moje myśli… Ciężkie jest życie rękodzielnika.

Trzymajcie się i do następnego wpisu! 🙂