Amigurumi, Szydełko

Mini żółwik

Gdyby ktoś miał za dużo wolnego czasu (co raczej wśród rękodzielników się nie zdarza) to polecam remont. Myślę, że gdybym zsumowała godziny, jakie spędziliśmy w samych marketach budowlanych wyszłoby około trzech dni… Na robótki nie zostaje nawet chwilka. Staram się coś działać, zwykle kosztem snu. Zaczynałam mieć już objawy odstawienne, czyli spadek nastroju, mniej cierpliwości, rozdrażnienie, ogólnie bez kija nie podchodź. Więc dla dobra otoczenia lepiej jeśli czasem zanurzę się w moim twórczym świecie i zrelaksuję 😉

Pewnego dnia nadrabiając blogowe zaległości trafiłam na darmowy wzór szydełkowego żółwika na blogu Neiti. Małe stworzonka na zdjęciach bardzo mnie zauroczyły i zapragnęłam mieć własnego. Jak to często bywa ściągnięty pdf poleżał swoje na komputerowym dysku a potem już wydrukowany w teczce ze wzorami.

Kiedy w końcu sięgnęłam po szydełko i włóczkę YarnArt Jeans po dwóch wieczorach żółwik był już gotowy. Myślę, że gdyby nie praca (i remontowe sprawy) wystarczyłoby jedno popołudnie. Schemat jest prosty, bardzo czytelny, uzupełniony zdjęciami, więc ciężko się pomylić. Raz mi się udało, zaczęłam przyszywać nóżki płaską stroną do korpusu, dopiero na zdjęciu zobaczyłam, że są przymocowane za brzeg…

Na brzuszku widać wystające nitki, przy kolejnej maskotce obiecuję poprawę.

Wyciągnęłam z pudełka z szydełkowymi przydasiami najmniejsze bezpieczne oczka jakie miałam, a i tak przyczepione do główki wydają się ogromne. Cóż, widać mój żółwik należy do rzadkiej odmiany wielkookiej, zaobserwowano tylko jednego osobnika 😉

Jak widać żółwik jest długości moich palców. (ok 8 cm) Przypomina te prawdziwe, które tuż po wykluciu wędrują po plaży w stronę morza.

Na malutkiego zwierzaka czekało wielkie zadanie. Miał pilnować najlepszej igły do chowania włoczek, którą dostałam od mamy. Ma duże oczko, przez które przejdzie nawet bardzo gruba przędza, a jest dość krótka i łatwo nią zszywać elementy pracy. Boję się, że ją zgubię i już nie znajdę podobnej w sklepach…

W połowie sierpnia odwiedził mnie pewien młody jegomość i bardzo się z żółwikiem polubili. Maskotka przy pożegnaniu została spontanicznym prezentem, a ja muszę teraz wydziergać nowego strażnika igieł.

Trzymajcie się i do następnego wpisu! 🙂