Amigurumi, Szydełko, Z życia rękodzielnika

Pani Żyrafka. Moje pierwsze amigurumi :)

Właściwie powinnam napisać: Moje pierwsze UKOŃCZONE amigurumi. Pierwsze, jakie zaczęłam nadal czeka w połowie zrobione i powiększa zbiór niedokończonych prac. W ciągu kilku lat przybyło maluchów w rodzinie, więc jest dla kogo dziergać. W wielkanocny poniedziałek zostałam mamą chrzestną miesięcznego Jasia i szczerze powiem, że czuję się szczęśliwa i wyróżniona z tego powodu 🙂 Jednym z prezentów był malutki kocyk, chciałam, żeby był większy, ale się nie wyrobiłam…

Ponieważ wcześniej pod dużym ciśnieniem tworzyłam główną bohaterkę wpisu. Została prezentem dla Wiktorii, która tydzień przed świętami obchodziła swoje pierwsze urodziny. Też tak macie, że zamiast kupować prezenty, chcecie je każdemu wykonać własnoręcznie? Zwłaszcza małym dzieciom chciałoby się dać coś od serca… W końcu bycie rękodzielnikiem zobowiązuje. Jest jeden problem, doba jak zwykle za krótka, zwłaszcza przy pracy na etacie 😛

Wybrałam, zdaje się, dość popularny wzór z aplikacji Amigurumi Today. To skarbnica pomysłów na różne maskotki i nie tylko, od czasu do czasu pojawia się nowy schemat. Oznaczenia są po angielsku, ale bardzo łatwo się zorientować co i jak, zwłaszcza, jeśli nie tworzy się amigurumi po raz pierwszy.

Użyłam włóczki Himalaya Dolphin Baby w trzech kolorach. Przyjemna i miękka, zrobiona z delikatnych włosków. Trzeba było się do niej przyzwyczaić, potem praca z nią była czystą przyjemnością. Jedyną wadą były zsuwające się strzępki z odciętych końcówek . Włoczka jest grubsza niż w schemacie, więc maskotka też wyszła dużo większa. Zrobiłam krótszą szyję, bo bałam się, że nie starczy mi fioletu, poza tym głowa mogłaby się nie utrzymać i opadać.

Sprzątanie mieszkania poszło w odstawkę, bo komuś trzeba było przyszyć ręce i nogi. Najpierw piorytety 😉 W międzyczasie piekłam dwa ciasta dla Męża na pożegnanie w pracy. Nie ma to jak robić wszystko na raz… Wiosenne porządki dokończę w tym tygodniu.

Duża żyrafka rzucała duży cień, w dodatku pogoda nie ułatwiała fotografowania. Mamy dość ciemne mieszkanie, okna tylko na jednej, krótszej ścianie salonu. Przy drobnej biżuterii jakoś sobie radzę, ale maskotce ciężko było zrobić zadowalające zdjęcia…

Żyrafka została ukończona i ruszyła w podróż do nowego domu. Bardzo spodobała się rodzicom Wiktorii. Jubilatka nie potrafiła jeszcze skupić się na jednym przedmiocie przez dłuższy czas. Nie wystraszyła się, mimo, że maskotka była prawie tak duża jak ona. Uśmiech na twarzy uznaję za pochwałę 🙂

Ten post pojawił się z opóźnieniem, ponieważ blog miał „małą przeprowadzkę” na inny serwer i w tym czasie nie mogłam nic dodawać. Adres pozostał taki sam, wszystkie odnośniki powinny działać. Dajcie znać, gdybyście zauważyli jakieś nieprawidłowości.

Oktawa Wielkanocy jeszcze trwa, więc życzę Wam, żeby wiosna, która w końcu pojawiła się za oknem napełniła Was słoneczną radością, a wierzącym wielu łask od Zmartwychwstałego. Do następnego wpisu! 🙂