Biżuteria, Naszyjniki i wisiory

Solyala

Kto by pomyślał, że nastaną tak trudne czasy. Niby nic się nie zmieniło, Mąż dalej pracuje zdalnie, a ja wychodzę do swojej. Jednak gdy do niej dotrę muszę przestrzegać nowych procedur. Gdzieś z tyłu głowy czai się strach przed zarażeniem, ogólna atmosfera zgęstniała. Jestem już zmęczona tematem wirusa, który przewija się we wszystkich rozmowach. Na szczęście można odstresować się przy rękodziele i dać myślom odpocząć. Może właśnie dlatego, mimo że w domu nie zostałam, tworzenie idzie szybciej, a robótki same się kończą 😉

Melduję, że chusta virus (teraz ta nazwa brzmi dwuznacznie… ) jest już gotowa, ale musi poczekać na swoją kolej. Dziś pokażę pracę, która powstawała równolegle. Gdy zobaczyłam marcowe wyzwanie Szuflady nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Tematem było Bollywood, czyli na bogato i w intensywnych kolorach, a ja uwielbiam kolorystyczne wyzwania. Starałam się umieścić w pracy jak najwięcej z podanych barw. I tak obok zieleni i bijącego po oczach żółtego rozgościł się amarant z lekką nutą turkusu i pomarańczu. Muszę przyznać, że takiego połączenia jeszcze u mnie nie było i gdyby nie konkurs nigdy bym się na takie nie odważyła.

Sercem wisiora inspirowanego hinduską mandalą został zielony onyks o pięknej, głębokiej barwie. Oplotłam go koralikami Toho Treasure i otoczyłam turkusową taśmą cyrkoniową. Potem kombinowałam jak wkomponować w całość Superduo, Ginko oraz Amos par Puca (z tych ostatnich zrezygnowałam). Całość dopełniają Firepolish, Round Beads oraz garść koralików Toho.

Wisior miał dostać chwost, ale z nim jakoś tracił swoją „indyjskość”. Zamiast tego postanowiłam dodać jeszcze jeden, ażurowy rządek. Całkowite wymiary wisiora to w najszerszych miejscach 7,2 na 6,5 cm. Zawiesiłam go na sznurku bawełnianym wykończonym elementami ze złotej stali chirurgicznej.

Tył pracy podszyłam czerwoną ekoskórą.

I tu zaczął się problem, bo okazało się, że złotych półfabrykatów jest u mnie jak na lekarstwo. Ze srebrnych częściej korzystam i łatwiej je znaleźć w sklepach. Nie miałam ani tulejek ani złotej krawatki. Mogłabym ją zrobić z koralików, ale bałam się, że zepsuje ona formę wisiora. Chciałam też trzymać się postanowienia o nie domawianiu niczego, ze względu na obecną sytuację, dbając o zdrowie swoje i kuriera. Ostatecznie do wisiora doczepiłam dwa grube ogniwka, przez które przewlekłam sznurek. Jestem nawet zadowolona z tego rozwiązania 🙂

Chciałam zrobić więcej takich zdjęć, ale po pierwszym rozsypałam płatki…

Jeszcze obowiązkowy baner wyzwania:

Na koniec chciałabym zaprosić Was na mojego Pinteresta. Na razie zbyt wiele tam nie ma, zamierzam stopniowo dodawać nowe, a także starsze prace. Ten portal najbardziej lubi pionowe zdjęcia, a takich posiadam mało, więc najprawdopodobniej przygotuję kolaże z dwóch- trzech. Założyłam też album Kulisy, gdzie znajdziecie zdjęcia wisiora w trakcie tworzenia nie zaprezentowane na blogu.

Trzymajcie się zdrowo i do następnego wpisu! 🙂