Planowanie, Z życia rękodzielnika

Moje sposoby na zaplanowanie tygodnia. Planowanie rękodzielnika cz. 4

Powstanie tego wpisu było wielką niewiadomą. Rok planuję raz w roku, miesiąc co miesiąc a tydzień co tydzień. Efekt jest taki, że rozkładówka tygodniowa to najbardziej zmieniający się element w moim bullet journalu. Gdy coś mi nie pasuje mogę to zmienić praktycznie od razu. Pomyślałam, że zamiast pokazać tylko obecną tygodniówkę (która prawdopodobnie zostanie ze mną na dłużej) przedstawię wszystkie, które stosowałam od początku roku. Myślę, że tak będzie ciekawiej 🙂 Możliwe też, że rozwiązanie, które nie sprawdziło się u mnie dla kogoś innego będzie idealne.

Na początku roku korzystałam jeszcze z organizera A6. Miejsca było niewiele i musiałam mocno kompresować rozkładówki. Zaczynałam od ustalenia obiadów. Zwykle robię to w piątki przed spisaniem listy zakupów na cały tydzień. Dzięki temu mam pewność, że w kuchni są wszystkie składniki do głównych posiłków i nie muszę biegać do sklepu po jedną rzecz. Dalej znajdowała się lista zadań z tabelką do zaznaczenia kiedy chcę dane zadanie wykonać/kiedy je wykonałam (zwykle później niż zakładałam). Poniżej wypisywałam trzy najważniejsze sprawy, które powinny zostać ogarnięte w pierwszej kolejności. Na drugiej stronie znajdował się rozrysowany cały tydzień. Tutaj lądowały ważne wydarzenia, prace domowe oraz zadania, które pojawiały się z dnia na dzień.

Po przeprowadzce do większego notesu wróciłam też do obszerniejszych dniówek, gdzie poza listą „to do” notowałam luźne myśli, a wieczorem krótko opisywałam co się wydarzyło w ciągu dnia. Potrzebowałam więc skrótu tygodnia, żeby ogarnąć całość jednym rzutem oka. Listy zadań i obiadów pozostały bez zmian. Dodałam też mini-trackery na codzienne czynności np. tworzenie aktualnej robótki czy też czytanie książki.

Powyższy model był bardzo elastyczny, ciągle go dostosowywałam, weryfikowałam w praktyce co się u mnie sprawdza, a co nie. Właściwie jedynymi stałymi elementami były lista obiadów i lista zadań. Zauważyłam też, że za dużo planuję w dniówkach. Nieograniczona ilość miejsca powodowała, że wpisywałam wszystkie rzeczy do zrobienia, jakie przyszły mi do głowy. Nie brałam pod uwagę czasu na odpoczynek i codzienne domowe obowiązki. Problem ten rozwiązałam wydzielając ograniczoną ilość miejsca na każdy dzień (nie jest to zgodne z oficjalną metodą bullet journal). Wiem też, że w dni gdy chodzę do pracy jestem w stanie wykonać trzy, maksymalnie cztery dodatkowe zadania. Jeśli pojawia się ich więcej, umieszczam je w innym dniu lub zostawiam na kolejny tydzień.

Obecnie mieszczę się z całym tygodniem na jednej stronie, co czasem sprawia, że muszę drobniej pisać 😉 Dodatkowe elementy znajdują się na marginesach po bokach. Podpatrzyłam ten sposób szukając inspiracji na Pintereście. Pobawiłam się przy okazji czcionkami i ozdobnymi brzegami. W maju wykorzystałam proste listki, a kolrem miesiąca był zielony. Na czerwiec wybrałam motyw słońca (nie mam niestety zdjęcia czerwcowej rozkładówki do pokazania) I jak się łatwo domyślić kolorem przewodnim został żólty.

Prawdopodobnie jest to ostatni post z cyklu o planowaniu (ale nigdy nic nie wiadomo…) Przypominająco zamieszczam linki do poprzednich części:

Od kalendarza do bullet journal

Nowy rok, nowe możliwości

Marzec w bullet journal

Pozdrawiam znad truskawek i borówek. Do następnego wpisu! 🙂